Epidemia za progiem

Tuż za wschodnią miedzą Unii Europejskiej rozwija się lawinowo epidemia AIDS

Choroba znajduje na Ukrainie wprost wymarzone warunki rozwoju: rosnącą pauperyzację społeczeństwa, wzrost narkomanii, ignorancję i brak podstawowej wiedzy, a do tego wszystkiego katastrofalny system opieki zdrowotnej.

Za oknem rozciąga się malowniczy widok na dolinę Dniepru, toczącego leniwie swe wody w kierunku Morza Czarnego. Tam, w wiosce położonej na południe od Kijowa znajduje się dom Iry. Kobietę ogarnia dojmująca tęsknota za bliskimi, kiedy po wstaniu z łóżka patrzy na zaśmiecony dziedziniec kliniki klasztornej, złotą kopułę monastyru i szary mur. – W domu czekają na mnie dzieci i wnuki. A babcia zamiast się nimi opiekować leży w szpitalu, bo ma AIDS – tłumaczy kobieta, przebywająca w klinice od kilku tygodni.

Babcia chora na AIDS nie jest na Ukrainie czymś niezwykłym. Od dawna choroba przybrała tu rozmiary epidemii – rokrocznie wirusem HIV zaraża się o 10 procent osób więcej niż w roku ubiegłym. Według orientacyjnych statystyk nosicielami wirusa HIV jest ponad pół miliona mieszkańców Ukrainy. To najwyższy odsetek zachorowalności na AIDS w całej Europie, co najmniej dziesięć razy wyższy niż w Niemczech. Eksperci przewidują, że liczba chorych będzie dalej gwałtownie rosła. Bez zbytniej przesady można powiedzieć, że wirus HIV zagraża egzystencji całego narodu ukraińskiego, a dotychczasowe próby ograniczenia epidemii spaliły na panewce.

Babcia Ira nie należy do klasycznej grupy ryzyka – narkomanów, bezdomnych, dzieci ulicy, prostytutek i homoseksualistów. Jednak coraz częściej – tak jak w jej przypadku – do zarażenia wirusem dochodzi w wyniku kontaktów seksualnych z partnerem życiowym. W wielu miejscowościach 40 procent zarażonych osób stanowią właśnie kobiety. Ukraina prowadzi także w europejskiej statystyce zarażeń wirusem HIV wśród ciężarnych. Nigdzie indziej w Europie AIDS nie rozprzestrzenia się w takim tempie, jak na Ukrainie, docierając do wszystkich warstw społecznych.

Irę zaraził mąż, a potem ulotnił się bez słowa. Postawnie zbudowana kobieta wydaje się nieco osłabiona, ale pozornie wygląda na zdrową osobę, gotową do wypisania do domu. Wygląd Iry jest mylący, bo kobietą utrzymują przy życiu tylko odpowiednie leki. Można powiedzieć, że spotkało ją szczęście w nieszczęściu, ponieważ trafiła do wzorcowej kliniki w Kijowie, położonej w bocznym skrzydle słynnego monastyru Ławra Peczerska, znajdującego się na obrzeżach centrum miasta. Ira leży w czystej pościeli i dostaje regularnie posiłki. Ma zdecydowanie więcej szczęścia od chorych, wychudłych jak szkielety znajdujących się w ostatnim stadium choroby. Niektórzy z braku miejsca leżą na korytarzu. Są w tak ciężkim stanie, że nie zdoła im pomóc nawet terapia antyretrowirusowa standardowo stosowana na Zachodzie.

Klinika dysponuje zaledwie 30 łóżkami, a od trzech miesięcy dyrekcja nie miała pieniędzy na zakup żywności. Lekarze otrzymali część leków i sprzętu z darów zagranicznych, a meble biurowe pochodzą z prywatnych mieszkań personelu szpitalnego. Neuropatolog bada właśnie chorego na AIDS, cierpiącego na porażenie nerwu wzrokowego. Leki przepisane choremu rodzina musi wykupić za własne pieniądze. Lekarz przyszedł do szpitala tylko ze względu na znajomość z panią ordynator. – Mamy 30 łóżek, a leczymy 3 tys. pacjentów – mówi Swietłana Antonjak, rezolutna ordynator o międzynarodowej renomie, kierująca oddziałem chorych na AIDS. Oficjalnie na dwa i pół miliona mieszkańców Kijowa przypada 6 tys. nosicieli wirusa HIV. Eksperci uważają, że statystyki są zaniżone, a niektórzy wychodzą nawet z założenia, że rzeczywista liczba chorych jest osiem razy większa. – Musimy leczyć o wiele więcej pacjentów niż wynoszą możliwości naszej placówki. Niestety, na Ukrainie brakuje nie tylko łóżek szpitalnych, ale także woli politycznej do walki z AIDS –dodaje z wyrzutem pani ordynator.

Babcia Ira nie popada w rozgoryczenie, a raczej ogarnia ją bezradność i konsternacja. Jak to możliwe, że tajemnicza choroba dopadła ją w tak dojrzałym wieku? Czy po przyjeździe do domu będzie miała dostęp do niezbędnych leków? Może podzieli los większości osób zarażonych wirusem HIV? Codziennie stykają się z niekompetentnymi albo skorumpowanymi lekarzami, żądającymi łapówki za przepisanie bezpłatnych leków, czy też szpitalami odsyłającymi chorych z kwitkiem. Jak określić ich postawę? Ignorancją, niewiedzą, wrogością?

Podróż po Ukrainie śladem epidemii AIDS wiedzie przez chory, zainfekowany kraj. Problemem jest nie tylko sama choroba i towarzysząca jej gruźlica lub wirusowe zapalenie wątroby, lecz postawa czynników oficjalnych, które lawirują albo udają, że nie dostrzegają problemu. Do tego dochodzi rosnące ubóstwo społeczeństwa, beznadzieja, ociężała biurokracja, korupcja i przestarzałe schematy myślenia. To nie są sprzyjające warunki do podjęcia walki z przeciwnikiem, wymagającym dużych nakładów finansowych i otwartości.

Bastionem AIDS na Ukrainie jest milionowa Odessa nad Morzem Czarnym. Podupadłe miasto stało się głównym ośrodkiem handlu narkotykami, schronieniem dla tysięcy nielegalnych imigrantów z Mołdawii i Naddniestrza oraz zagłębiem prostytucji. W kawiarni położonej w centrum Odessy Żenia opowiada o przyjaciółce Alionie, zmarłej przed dwoma tygodniami. Obydwoje zarazili się wirusem HIV wstrzykując narkotyki brudnymi strzykawkami. Były narkoman siedział dwa razy w więzieniu, ale na szczęście kiedy Aliona była umierająca przebywał na wolności i mógł się nią opiekować. Oprócz AIDS 37-letnia pedagog cierpiała na nowotwór układu limfatycznego. Na jej twarzy pojawił się ogromny guz i nim pękł sprawiał straszny ból. AIDS często towarzyszą różne formy nowotworów. Żenia pomagał przyjaciółce jak potrafił. Natomiast lekarze nie zrobili nic, aby ulżyć cierpiącej Alionie.

Przez godzinę Żenia opowiada ze szczegółami, jak dwanaście szpitali odmówiło przyjęcia pacjentki zasłaniając się brakiem kompetencji bądź wolnych miejsc. Jak wytłumaczyć postawę dyrekcji szpitali? – Jedni brzydzą się, inni mają za małą wiedzę, a niektóre szpitale nie chcą wyrzucać budżetowych pieniędzy w błoto na leczenie chorych na AIDS. Byliśmy zdesperowani i gotowi przekupić każdego lekarza, byleby zdobyć morfinę i miejsce w szpitalu – relacjonuje Żenia. Wreszcie, dwanaście godzin przed śmiercią Alionę udało się umieścić w szpitalu. Nie obyło się przy tym bez kłopotów. Dopiero po interwencji lekarza sanitariusze karetki pogotowia odważyli się dotknąć chorą i wynieść na noszach z mieszkania.

Żenia, chudzielec o ziemistej twarzy wie od lat, że jest zarażony wirusem HIV, po tym, jak w więzieniu zrobiono mu specjalny test. Póki co Żeni nic nie dolega, ale po przeżyciach związanych z chorobą Aliony obawia się nadejścia dnia, kiedy sam będzie skazany na ludzką pomoc. – Byłoby lepiej, gdybym nie wiedział, że mam AIDS. Wówczas żyłoby mi się o wiele łatwiej – mówi. Na Ukrainie niewiele osób wie, że jest nosicielem wirusa. Kto zechce zrobić dobrowolnie test w kraju, gdzie chorzy na AIDS są naznaczeni głębokim piętnem? (…)

Ubóstwo, brak opieki społecznej, alkoholizm czy narkomania są powszechnymi zjawiskami w chylącej się ku upadkowi Ukrainie. Obraz zniszczenia dopełnia kryzys finansowy, groźba bankructwa państwa i 30-procentowy spadek produkcji przemysłowej. Wszystko to powoduje jeszcze szybsze rozprzestrzenianie się AIDS. Choroba zbiera śmiertelne żniwo również wśród dzieci. Tylko w Odessie są ich tysiące – osierocone albo porzucone przez rodziców. Dzieci żyją z przygodnej prostytucji, drobnych kradzieży, żebraniny albo handlu narkotykami. Niektóre koczują na ulicy od wielu lat. – Nosicielami wirusa HIV jest 30 procent ukraińskich dzieci – ocenia Siergiej Kostin, kierujący organizacją charytatywną Way Home. Czasami pracownikom udaje się nakłonić małych podopiecznych do zrobienia testu na AIDS.

Jedziemy na przedmieścia Odessy. Droga prowadzi przez zniszczony plac zabaw, zabłocone podwórko, potem wiedzie schodami w dół przez ciemny, kręty tunel z cieknącymi rurami. W powietrzu unosi się fetor odchodów, wymiotów i stęchlizny. Podłoga jest usłana kawałkami szkła, plastikowym odpadkami i szmatami. Wykuty w ścianie otwór prowadzi do piwnicy. Tu żyje Mitia, Aliosza, Kostia i Ania. Chłopcy zgolili głowy do samej skóry, aby łatwiej walczyć z plagą wszy. Ania ma 16 lat, jest w ciąży, a jej ręce pokrywają blizny. Cała czwórka śpi na trzech materacach. Na ścianach porozwieszali koce dla ochrony przed wilgocią i zimnem. Na kołdrach leżą sfilcowane przytulanki. Tylko zabawki przypominają, że bezdomni lokatorzy są jeszcze dziećmi.

Dzisiaj z wizytą wpadła Ina, współpracownica Siergieja. (…) Tym razem przywiozła małym samochodem dostawczym odzież, jedzenie, koce, syrop na kaszel i witaminy. Inie czasami udaje się przekonać całą czwórkę do odwiedzenia siedziby Way Home. Tam mogą wziąć kąpiel i zjeść ciepły posiłek. Niekiedy dzieciaki dają się namówić na wizytę u lekarza albo na zrobienie testu na HIV. A co wówczas? – Na Ukrainie nie istnieje system opieki nad bezdomnymi dziećmi, u których test wypadł dodatnio – opowiada Ina. – Kiedy dowiadują się o chorobie tylko wzruszają ramionami. Potem idą na ulicę, szukają klientów i zarażają kolejną osobę. Zresztą dokąd miałby pójść? – pyta retorycznie dziewczyna. (…)

Wprawdzie władze Ukrainy przyjęły modelową ustawę gwarantującą chorym na AIDS właściwą opiekę medyczną, ale 35 ośrodków i nieliczne szpitale specjalizujące się w leczeniu zespołu nabytego braku odporności nie są w stanie wcielić w życie zaleceń prawa. Oblicza się, że tylko w Odessie żyje 50 tys. nosicieli wirusa HIV. (…)

National Aids Response, grupa zrzeszająca organizacje charytatywne walczące z epidemią AIDS na Ukrainie, dokonała w raporcie z 2008 roku rozpaczliwego bilansu: “Państwowy system opieki zdrowotnej nie dysponuje wystarczającymi możliwościami do diagnozowania, monitorowania i leczenia setek tysięcy mieszkańców Ukrainy, prawdopodobnie zarażonych wirusem HIV”. Równie przygnębiająco wypadł bilans działań podejmowanych przez czynniki oficjalne: “Wysiłki rządu nie są w stanie zrekompensować braku zaangażowania i niekompetencji aparatu państwowego”. (…)

Wewnętrzny rozkład Ukrainy jest widoczny na każdym kroku. W trzystutysięcznym Chersoniu pod Odessą mieszka Nicole Borsiuk. Niemka z Saksonii wyszła za mąż za Ukraińca i założyła stowarzyszenie “Żiwa Nadija” (“Żywa Nadzieja”), prowadzące dom dziennego pobytu dla dzieci chorych na AIDS. Świetlica jest jedynym bezpłatnym miejscem zabaw dla dzieci i młodzieży w okolicy. Placówka cieszy się ogromnym zainteresowaniem, ale może przyjąć tylko 40 chętnych. Na stole stoi taca z chlebem posmarowanym miodem, kilkoro dzieci odrabia zadania domowe, dwie dziewczynki bawią się lalkami, a z przyległego pokoju dochodzi dźwięk włączonej pralki. Dla dzieci 150-metrowa świetlica jest oazą bezpieczeństwa i spokoju.

– Próbujemy opiekować się dziećmi, których los nikogo nie obchodzi – mówi Nicole Borsiuk. W Chersoniu takich maluchów są tysiące. Ich wychowawcami jest alkohol, narkotyki i AIDS. – Niedawno poprosił mnie o pomoc dziesięcioletni chłopiec. Jego matka, narkomanka, chora na AIDS urodziła w toalecie niemowlę i trzeba było odciąć mu pępowinę – opowiada Nicole Borsiuk. W międzyczasie matka zmarła, a chłopiec wylądował na ulicy. – Śmierć jest naszym codziennym towarzyszem. Zwraca się do nas o pomoc wielu chorych, którzy nie są w stanie opiekować się sobą i dziećmi – opowiada Niemka. Czasami Nicole udaje się dogadać z władzami miasta. Urzędnicy pozwalają sierotom pozostać w domu i w ten sposób nie muszą żyć na ulicy. W ciągu dnia dzieci idą do świetlicy, na noc wracają do pustego mieszkania. Nicole uważa, że najlepsza prewencja polega uchronieniu dzieci przed wyrzuceniem na bruk albo popadnięciem w narkomanię.

Epidemia AIDS ściągnęła na Ukrainę prawie 300 organizacji pozarządowych, a do kraju napłynęła milionowa pomoc z zagranicy. Oenzetowski Światowy Fundusz na Rzecz Walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią (Global Fund to Fight AIDS, TB and Malaria) przekazał 200 milionów dolarów. Do tego dochodzą pieniądze od różnych fundacji, organizacji kościelnych i rządów poszczególnych krajów. Tylko niemieckie ministerstwo zdrowia dofinansowało program sumą sześciu milionów euro.

Efekty działań społeczności międzynarodowej są prawie niezauważalne, choć na Ukrainę płynie strumień pieniędzy i dobrej woli. Ukrainka Anna Dowbach pracuje w brytyjskiej organizacji Aids Alliance, zatrudniającej stu pracowników. Od 2000 roku stowarzyszenie zajmuje się rozdziałem środków z Funduszu na Rzecz Walki z AIDS i wspiera finansowo 150 organizacji ukraińskich. Młoda menedżerka opisuje w następujący sposób przyczyny lawinowego rozwoju epidemii AIDS na Ukrainie: – Korupcja sięga aż do gabinetu prezydenta i premiera. Poszczególne urzędy prowadzą między sobą wyniszczającą wojnę podjazdową zamiast walczyć z infekcją. Dzieje się tak dlatego, że AIDS godzi przede wszystkim w osoby ubogie i wyrzucone poza nawias społeczny – gejów, prostytutki, narkomanów i bezdomnych. Po chwili namysłu Anna Dowbach dodaje: – A poza tym większość chorych na AIDS umiera na gruźlicę albo wirusowe zakażenie wątroby. W ten sposób przynajmniej w statystykach katastrofa staje się mniej widoczna.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl
26.05.2009 07:00 /Süddeutsche Zeitung, Cathrin Kahlweit













Authors








Related posts

Top